Udawany orgazm
Wbrew pozorom, orgazm może udawać i kobieta, i mężczyzna. nieautentyczny orgazm u kobiety – to krzyki i posapywanie. Mężczyzna zaś może imitować akuratne ruchy i wydawać odgłosy, które zazwyczaj towarzyszą orgazmowi. Jeśli wszystko dzieje się po ciemku, a facet ma zwyczaj – np. po wszystkim szybko biec pod prysznic, to cóż, wpływowa się nie zorientować.Kobiety twierdzą, że udają orgazm też po to, by skrócić niesatysfakcjonujący stosunek. pozostałą motywacją jest nierobienie przykrości kochankowi, który się nie sprawdza jako dostarczyciel orgazmów. Mężczyźni też się mogą czuć zmęczeni i nieusatysfakcjonowani. Im szybciej „dojdą”, tym szybciej skończoną grę potężna zakończyć.
Jednak nieporuszony partner lub wprawiony kochanek (kochanka) jest w stanie rozpoznać, czy orgazm jest pierwotny czy udawany. Orgazm to przede wszystkim reakcje ciała. Mało komu chce się udawać skurcze pochwy. Mało komu chce się też mierzyć tętno czy ciśnienie, ale... Gdyby ktoś chciał udać orgazm, musiałby:
zapanować nad rozszerzeniem źrenic (powinny być rozszerzone),
skokiem ciśnienia,
przyspieszyć tętno,
zaimitować kilka skurczów pochwy i macicy,
a nawet odbytu (mięśnie odbytu też się kurczą, tylko kilka razy mniej),
oraz parę dalszych rzeczy, które być może przeoczyłam.
Wiadomo, że takie rzeczy mierzy się tylko w laboratorium. silna oszukać, oczywiście. Nawet jeśli nie dopilnujemy wszystkich szczegółów, czasem po prostu wystarczy powiedzieć „tak, miałam orgazm”. Tylko po co?
Co tracimy, udając orgazm?
Szansę na pierwotny orgazm. Porozumienie z partnerem. Jeśli raz damy się wpuścić w kanał oszukiwania, będzie nam bardzo trudno uzyskać coś, czego potrzebujemy. Jeśli nie mamy orgazmów, gdy uprawiamy seks, to po prostu ich nie mamy. Dziś nie mamy, w końcu same przyjdą. Nie wszelki uprawia miłość (?) tylko po to, żeby mieć orgazm. Seks jest też po to, by dawać radość i łączyć ludzi. Orgazm jest tylko elementem.
Jeśli przyzwyczaimy naszą inną połówkę (lub siebie samą), że orgazm musi być, stanie się on naszym obowiązkiem! Jeśli nagle przestaniemy udawać – coś się w relacji seksualnej popsuje. Jeśli będziemy udawać ciągle – nie doznamy stratyfikacji. mylne koło!
Udaję orgazm, bo mój facet jest do niczego...
Czasem się zdarza, że ta pozostała osoba (to równie dobrze może być kobieta) jest dość mierna w dawaniu orgazmów. Udawanie jednak nie sprawi, że nagle stanie się lepsza. Uważam też, że nie możemy wymagać nie wiadomo czego, jakich lotów i spazmów od pozostałej osoby, nic z siebie nie dając. Jeśli idziemy do łóżka rozeźlone i z nastawieniem, że znów trzeba będzie udawać, a potem będziemy leżeć jak kłody, imitując okrzyki zachwytu... to same jesteśmy rzetelne za tą sytuację! To nie on jest do kitu! To my jesteśmy oszustkami.
Jeśli wymagamy od naszych kochanków wielokrotnych orgazmów, to najpierw trzeba udzielić im lekcji anatomii, a potem zabrać na ćwiczenia praktyczne, pokazując, co i jak. Może jego poprzednia dziewczyna podniecała się w pięć sekund, a po minucie stosunku wiła się z rozkoszy, ale to ona tak miała, nie my. A może też udawała i on nabrał mylnego przekonania, że jest super kochankiem.
Natomiast, jeśli same nigdy nie przeżyłyśmy orgazmu w wyniku masturbacji – nie róbmy z partnera religijnego Mikołaja, który nam ten orgazm powinien przynieść w prezencie. Jeśli nam się do tej pory nie udało – nie przerzucajmy odpowiedzialności na kogoś, kto nasze ciało zna pobieżnie i nigdy nie poczuje tego, co my! To tak, jakby niewidomego prosić o to, żeby powiedział nam, w którym kolorze jest jak najbardziej do twarzy. Tak się nie da. Owszem, może się udać, ale to nie jest zasada.
Przeżywanie orgazmów i „dostarczanie” orgazmów nie jest obowiązkiem. Jeśli seks jest obrażającym doświadczeniem, to lepiej sobie odpuścić, niż udawać, że jest cudownie. Jeśli chcemy, żeby seks był niebiański i niezwykły – trzeba wziąć sprawy w swoje ręce, wziąć odpowiedzialność za swoje życie seksualne. To może od tego najbardziej zależy adekwatny orgazm?
Durex Play

Kategoria: Akcesoria Erotyczne > Nakładki i pierścienie